Jarek Pokrywczyński, znany też jako Juda

Szalom!
    

[start] [o mnie] [wiersze] [rozmyślanki] [dekalog] [z literatury]



Tu trochę dowiesz się o mnie. Kim jestem etc.

    Urodziłem się jakiś czas temu w małej miejscowości pod Toruniem. Gdy miałem około 6 lat przeprowadziłem się z rodzicami do Torunia. Tak się jednak zdarzyło, że po kolejnych 23 latach udało mi się wrócić do miejsca pochodzenia. Mieszkam więc sobie w pięknym miejscu z pięknym widokiem, w ostatnim domu w pewnej wsi :-)

    Wychowałem się, jak większość ludzi w tym kraju, w przeciętnej rodzinie rzymsko-katolickiej. Oznacza to, kontakt ze śladowym formalno-obrzędowym chrześcijaństwem na chrzcinach, komuniach, ślubach, pogrzebach, niektórych niedzielach  i nielicznych innych okazjach.

   Po bierzmowaniu wykazałem „pełnię" dojrzałości: chrześcijańskiej i przestałem chodzić na religię i do kościoła. Po pewnym czasie jednak mój tato zaczął mnie „mobilizować" (nazywając to inaczej: „truć") do wznowienia „edukacji religijnej" na którą w tradycyjnym wydaniu nie miałem najmniejszej ochoty. Owszem szukałem Boga, lecz chciałem Go znaleźć własnymi sposobami, czytałem książki o chrześcijaństwie, ale także i o innych religiach. Bóg jakiś tam, odległy, daleki i oziębły jakiego mi serwowano całkowicie mnie nie interesował. Jednak w końcu uległem.

   Tu spotkała mnie miła niespodzianka. Katechetka, która prowadziła zajęcia religii mówiła o „innym" Bogu. Mówiła o Kimś żywym, zainteresowanym mną i moim życiem. Jak mnie to wciągnęło niech świadczy choćby fakt, że mając tygodniowe zwolnienie (z powodu choroby) ze szkoły, przyczłapałem się na religię (religia była wtedy jeszcze w salkach przy kościelnych zabudowaniach). Po prawie każdej katechezie spędzałem wiele czasu na rozmowie z katechetką. Właściwie było to marudzenie z mojej strony i cierpliwe wysłuchanie z jej. Marudziłem jacy ludzie są źli, jaki świat jest beznadziejny, jacy księża i jaki Kościół... Nie widząc jeszcze wtedy, że to ja mam problem. Przez cały ten rok katechetka zapraszała mnie na spotkania Wspólnoty charyzmatycznej, którą prowadziła. Obiecałem, że jeśli będę miał tylko czas to przyjdę. Oczywiście, przez cały rok nie znalazłem czasu.

  Po wakacjach okazało się, że religię przeniesiono do szkół.  Kontakt z katechetką się urwał. Lecz po pół roku znów się spotkaliśmy, tym razem skorzystałem z zaproszenia na spotkanie modlitewne Wspólnoty. Po jakimś czasie postanowiłem oddać moje życie pod panowanie Jezusa Chrystusa (co to znaczy patrz: [Co to jest Ewangelia] ). Stało się to w roku 1991. Po roku modlono się nade mną o chrzest w Duchu Świętym (w tym czasie też zacząłem mówić innymi językami). Przez cały ten czas czułem jednak pragnienie chrztu w wodzie. Z tego powodu jednak, iż  nadal byłem w Kościele katolickim próbowałem wytłumaczyć sobie przez teologię, że jest to nie potrzebne, byłem przecież ochrzczony jako niemowlę.

  Po kilku latach spotkałem ludzi, którzy mnie bardzo zaintrygowali. Byli charyzmatykami ale „chodzili po ziemi", wyglądali na normalnych lecz gdy chodziło o sprawy Królestwa Bożego potrafili zrobić z siebie nawet wariatów. Byli to ludzie współpracujący w [Zespole PRZYMIERZE]. Bardzo ich  pokochałem i zapragnąłem kiedyś z nimi współpracować. W tym czasie „obudziła się" (a właściwie wróciła po latach) w moim życiu sprawa chrztu. Pewnego dnia zobaczyłem, że dla mnie jest to kolejny krok wiary, coś co ja muszę uporządkować między mną a Jezusem. Postanowiłem przyjąć chrzest, konsekwencją tego było opuszczenie Kościoła rzymskokatolickiego. Musiałem jako exkatolik opuścić moją Wspólnotę, ludzi z którymi się bardzo zżyłem, których kochałem (i nadal kocham).

  W zamian spełniło się moje pragnienie - współpracowania z Bożymi „wariatami". W roku akademickim 97/98 miałem możliwość uczenia się w Szczecinie w prowadzonej przez Zespół Przymierze [Szkole Biblijnej - Przymierze]. Przyłączyłem się do jednego z kościołów współpracujących, Kościoła "Chrystus Dla Wszystkich".
Przez przeszło pięć lat byłem członkiem Zboru Kościoła "Chrystus dla Wszystkich" w Toruniu, w którym pełniłem funkcję diakona.

W kwietniu 2004r. zaszła w moim życiu kolejna przełomowa zmiana: ożeniłem się. Oprócz zwyczajnych zmian wynikających z nowego stanu, stanęliśmy w obliczu poważnego wyboru. Moja żona była członkiem innego toruńskiego zboru, nie chcieliśmy jednak uczęszczać do dwóch różnych społeczności. Wspólnie podjęliśmy więc decyzję o tym, że wybierzemy jeden zbór do którego będziemy należeć jako jedno ciało. Wybór był trudny, tak dla jednej jak i dla drugiej strony. Jednak po półrocznym czasie, jaki daliśmy sobie na podjęcie decyzji, wybraliśmy toruński zbór zielonoświątkowy.

Moja historia, najpierw katolicka, później wolnokościelna wpływa na język teologiczny, którym się posługuję (mieszanina zwrotów, cytatów katolicko-protestanckich). Także w mojej teologii można by się doszukiwać różnych wpływów: katolickich, protestanckich, żydowskich czy nawet prawosławnych... doszukiwać się? No można ;) ...

Momentami (jak może czasami to widać :-) ) mam zacięcia judaizujące, raczej jednak umiarkowane w propagandzie.

Mam dość zdecydowane poglądy kreacjonistyczne, myślę, że jest to warte zaznaczenia, gdyż wiele osób, które uważają się za wierzące zgadza się z teorią ewolucji (tu gorąco polecam stronę: [Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego] ).

Muzyka? Żydowska, judaizująca... Aktualnie na pierwszym miejscu skłonny jestem wymienić to nazwisko: Mordechai ben David. Także wypada wspomnieć to: [Craig Taubman]. Dalej: klezmer, tu szczególnie wypada wspomnieć takie zespoły i osoby jak: "[The Klezmatics]", "Barry Sisters", [Chava Alberstein] i nie wypada pominąć rodzimego zespołu "Kroke", (choć czasami nawet już poza terenem klezmeru zdarza mi się posłuchać takich "nowości" jak Sarit Haddad, Tipex czy Achinoam Nini). Jako kolejny "dział": muzyka uwielbieniowa (i co chyba oczywiste - szczególnie ta żydująca, np.: "Lamb" czy Barry&Batya Segal oraz nasza polska "Pomoc Duchowa"). No i bardzo, bardzo muzykę i pieśni przemiłych pieśniarzy: [Tomka Żółtko] i [Jaromira Nohavicy].

Troszeczkę interesuję się komputerami - co widać z racji istnienia strony. Hmm, chociaż może bardziej niż troszeczkę... :)

  Taki mniej więcej jest Jarosław 'Juda' Pokrywczyński.

--- e-mail: [email protected] --- Numer Gadu-Gadu: 654515 ---



[start] [o mnie] [wiersze] [rozmyślanki] [dekalog] [z literatury]
Chciałem zaznaczyć na tym miejscu, że poglądy zawarte na tej stronie są moimi poglądami prywatnymi,
i jako takie nie mogą być brane jako miernik oficjalnej nauki Kościoła do którego przynależę. Jarosław Pokrywczyński
[Juda.co.pl] [Google+] [YouTube] [Twitter]